Got 0 bytes response, method=default Response decode error Misje to być albo nie być Kościoła - rozmowa z abp. Wiktorem Skworcem

katedra

Misje to być albo nie być Kościoła - rozmowa z abp. Wiktorem Skworcem

 

BwS 3866Publikujemy rozmowę z abp. Wiktorem Skworcem, metropolitą katowickim, przewodniczącym Komisji Episkopatu ds. Misji w latach 2001–2011.

 

Grzegorz Polak: W 2001 r. wybór przewodniczącego Komisji Episkopatu ds. Misji wydawał się logiczną konsekwencją istniejącego stanu rzeczy. Oto przewodnictwo tego gremium powierzono pasterzowi diecezji tarnowskiej, która ma największy w Polsce wskaźnik powołań i daje najwięcej misjonarzy spośród kleru diecezjalnego.

Abp Wiktor Skworc: Istotnie to był pewnie główny motyw, którym kierowało się Zebranie Plenarne KEP, powierzając kierownictwo Komisji ówczesnemu biskupowi tarnowskiemu, którego diecezja ma najwięcej kapłanów, jest najbardziej otwarta na świat, bo posyła najwięcej misjonarzy fidei donum.

Zapewne wzięto też pod uwagę pewne wydarzenia z mojego życiorysu. Zaczynałem swoją posługę kapłańską dość nietypowo, bo od pracy wśród młodzieży polskiej zatrudnionej w NRD. Jeszcze jako diakon, a potem młody kapłan pracowałem w Dreźnie z młodzieżą robotniczą. Potem, gdy byłem kanclerzem kurii i wikariuszem generalnym, zajmowałem się misjami i misjonarzami, których wysyłaliśmy z archidiecezji katowickiej. Mówię: „wysyłaliśmy”, bo na misje się nie wyjeżdża, tylko jest się posłanym. Zawsze to podkreślam.

Ten zaś, który posyła, powinien pamiętać o tym, którego wysłał. Dlatego w latach 90-tych, co roku z Katowic – w imieniu metropolity katowickiego – jeździłem do Rosji, aby zapoznać się z sytuacją księży, którzy zostali tam posłani do pomocy arcybiskupowi Tadeuszowi Kondrusiewiczowi.

Był też w moim życiu epizod, który odbieram w kategorii szczególnego znaku. Na moje święcenia biskupie w Watykanie, 6 stycznia 1998 r., nie zabrałem swoich diakonów z Tarnowa, bo nie wiedziałem, że istnieje taka możliwość. Ceremoniarz papieski, arcybiskup Piero Marini, zapewnił: proszę się nie martwić, zadbamy, aby diakoni byli. Przychodzę do zakrystii, a tam czeka już dwóch Afrykańczyków. Dla mnie sytuacja była jasna: misje – to jedno z twoich zadań!

GP: I zadanie to wypełniał Ksiądz Arcybiskup w sposób szczególny jako przewodniczący Komisji Episkopatu ds. Misji. Za kadencji Księdza Arcybiskupa powstało Dzieło Pomocy „Ad Gentes”. Jakie były motywy powstania tej agendy, bez której dziś nie można sobie wyobrazić funkcjonowania dzieła misyjnego w Polsce?

WS: Przypomnę jeszcze raz: posyłający powinien pamiętać o tym, który jest posłany. A posyłającym jest nie tylko biskup, ale cały Kościół lokalny. Mieliśmy już wypracowany model pomocy misjonarzom ad personam. Brakowało jednak instytucji, która by pomagała misjonarzom przy realizacji konkretnych projektów. Inne Kościoły to miały. Vide: Kościół w Niemczech, który dysponował tak potężnymi instytucjami wspomagającymi misjonarzy jak „Adveniat” czy „Misereor”. Pierwsza organizacja pomaga misjonarzom w Ameryce Łacińskiej, druga – w Afryce.

W latach dziewięćdziesiątych Kościół katolicki w Polsce coraz bardziej stawał na nogach, między innymi dzięki ustawom z 17 maja 1989r. stabilizowała się również sytuacja materialno-finansowa wiernych i parafii, więc zaistniały materialne podstawy do powołania u nas podobnego dzieła. Chodziło o to, aby udzielać pomocy finansowej na realizowanie konkretnych projektów zgłaszanych przez polskich misjonarzy.

Jak wiadomo, na placówkach misyjnych najważniejsze są trzy punkty: kaplica/kościół, szkoła i ośrodek medyczny. Dzięki „Ad Gentes” możemy wspierać misjonarzy w tych właśnie trzech obszarach. W praktyce wygląda to tak: misjonarz przedstawia projekt, który rozpatruje Komisja Episkopatu ds. Misji – najczęściej pozytywnie, na miarę posiadanych środków – i udziela pomocy w konkretnej wysokości. Z otrzymanej dotacji misjonarz ma obowiązek się rozliczyć.

Dzieło pomocy „Ad Gentes” powołała w 2006 r. do życia Konferencja Episkopatu Polski, wyznaczając II niedzielę Wielkiego Postu na akcję zbierania w Polsce funduszy – do puszek – na finansowanie jego działalności.

GP: Ale pomoc dla misjonarzy nie ogranicza się do tych trzech płaszczyzn, o których mówił Ksiądz Arcybiskup. Mam na myśli środki transportu dla misjonarzy, który zapewnia MIVA Polska.

WS: W tym przypadku organizowana jest zbiórka w dzień patrona kierowców, św. Krzysztofa; zachęca się również kierowców by dla MIVY ofiarowali 1 grosz za każdy przejechany kilometr. MIVA Polska rozwinęła się dzięki współpracy z jej odpowiedniczką austriacką.

Jak bardzo konieczna jest pomoc w zakresie środków transportu, można się przekonać, odwiedzając naszych misjonarzy w Afryce. Drogi, szczególnie poza miastami, są trudne do przebycia, dlatego misjonarz musi mieć dobry samochód, aby nawet w porze deszczowej dotrzeć bezpiecznie i niezawodnie do miejsca posługi i wrócić na swoją misję.

GP: Z nazwiskiem Księdza Arcybiskupa kojarzona jest inicjatywa „Niedziela solidarności z Kościołem prześladowanym”. Ważna, bo uwrażliwia na cierpienie, którego świat nie zauważa.

WS: Codziennie słyszymy o prześladowaniach chrześcijan. Mieliśmy już w kalendarzu obchody dnia pamięci o Kościele w Chinach (24 maja), ale brakowało dnia poświęconego prześladowanym. Kiedy przedstawiłem tę propozycję na Zebraniu Plenarnym Konferencji Episkopatu, biskupi zaakceptowali ją bez wahania i przyjęli propozycję, aby drugą niedziela listopada była w Kościele w Polsce dniem solidarności z Kościołem prześladowanym. Modlitwa w intencji prześladowanych chrześcijan i niesienie im pomocy duchowej, moralnego wsparcia – to główne cele tej inicjatywy.

GP: Co jeszcze ważnego wydarzyło się za kadencji Księdza Arcybiskupa?

WS: Podpisaliśmy m.in. umowę z Uniwersytetem Kardynała Stefana Wyszyńskiego, żeby rok formacji przeżywany przez kandydatów do wyjazdu na misje w Centrum Formacji Misyjnej (CFM) był czasem ich studiów misjologicznych na tej uczelni.

Ponadto, tuż przed zakończeniem II kadencji wyremontowaliśmy budynek CFM, żeby kandydaci do wyjazdu na misje przygotowywali się do swojej służby w godnych warunkach.

Staraliśmy się także, aby misjonarze przyjeżdżający do Polski na urlopy mogli spotkać się z prezydentem RP i usłyszeć słowa podziękowania od pierwszej osoby w państwie.

GP: Wspomniał Ksiądz Arcybiskup o odwiedzinach misjonarzy. Ten zwyczaj został zapoczątkowany za kadencji Księdza Arcybiskupa. Czemu służyły te wizyty?

WS: Gdziekolwiek jechałem, starałem się odwiedzać wszystkich misjonarzy z Polski: fideidonistów, zakonników i siostry zakonne. Tego wymagała sprawiedliwość. Przyjazd biskupa z Polski był wyrazem szacunku i docenienia pracy misjonarzy. To było dla nich ważne, że ktoś z ojczyzny przyjeżdża specjalnie do nich, modli się z nimi i mówi: dziękuję. Duże znaczenie miały również wizyty u biskupów nawiedzanych diecezji, w których posługiwali misjonarze z Polski.

Misjonarze, to ludzie na pierwszym froncie ewangelizacyjnym, więc powinni odczuwać pamięć i bliskość Kościoła, który ich posłał. Dlatego starałem się przez dar obecności – niezależnie od liczby misjonarzy w danym kraju – docierać wszędzie tam, gdzie byli misjonarze z Polski.

GP: Nasi misjonarze pracują w regionach, gdzie jest bardzo niebezpiecznie.

WS: Tak, ich obecność w niektórych krajach jest szczególnie ryzykowna, czego doświadczyłem jako biskup tarnowski, gdy w październiku 1998 r. w Republice Kongo zamordowano kapłana diecezji tarnowskiej ks. Jana Czubę. I trzeba było aż 10 lat, abym mógł przybyć do Loulombo, miejsca jego posługiwania i męczeńskiej śmierci

To ryzyko posługi misjonarza uświadomiłem sobie w Burundi i Rwandzie, gdzie chodziłem po śladach ludobójstwa. Spotykałem misjonarzy i misjonarki świadków tamtych tragicznych wydarzeń. Byli przytłoczeni traumatycznymi doświadczeniami, choć minęło od nich sporo czasu. A ja zadawałem sobie pytanie, jak to było możliwe, że doszło do takiej hekatomby?!

Zapamiętałem także podróż do Czadu, gdzie w rejonie Darfuru stacjonowały wojska polskie w ramach misji ONZ, aby chronić uchodźców. Odwiedziłem żołnierzy z Polski, wchodzących w skład kontyngentu, celebrowałem dla nich mszę św. Potem, na pustyni, widziałem rzeszę stu tysięcy ludzi, którzy uciekli z Sudanu Południowego, aby na pograniczu z Czadem ratować życie.

To były sytuacje trudne, bo połączone z doświadczeniem poczucia bezsilności. Zawsze tak jest, gdy widzi się pewne dramatyczne zjawiska, a nie można konkretnie pomóc, bo brakuje środków, dobrej woli, a czasem zrozumienia.

GP: Na pewno podczas odwiedzin misjonarze zgłaszali różne potrzeby?

WS: Przede wszystkim prosili o pomoc duchową i personalną. Wielu misjonarzy wyrażało gotowość przyjęcia wolontariuszy. Mieliśmy już pewne możliwości, bo Komisja Misyjna otworzyła się na świeckich, którzy mogli – obok fideidonistów oraz zakonników i zakonnic – przygotowywać się w Centrum Formacji Misyjnej do posługi.

Misjonarze zgłaszali zapotrzebowanie na konkretną pomoc świeckich wolontariuszy. Trzeba było więc „zgrać” zdolności i umiejętności kandydata z oczekiwaniami misjonarza.

Udało nam się także zrównać w prawach misjonarzy duchownych i świeckich, aby byli tak samo traktowani i otrzymywali tę samą pomoc.

Ilekroć byłem w kraju misyjnym, starałem się też odwiedzać polskie placówki dyplomatyczne i zwracać uwagę ich pracownikom na potrzeby misjonarzy. Trzeba stwierdzić, iż zasadniczo byli oni zauważani przez polskie konsulaty i ambasady. Możemy też powiedzieć, że sam misjonarz jest również ambasadorem Polski. Polska flaga i język to w wielu rejonach świata, gdzie są misjonarze z Polski, to symbole nadziei i znaki konkretnej pomocy! Misjonarz z Polski to rzeczywiście ambasador naszego kraju, w dodatku nie obciąża budżetu MSZ.

GP: Podczas sesji zorganizowanej niedawno przez Komisję Episkopatu Polski ds. Misji mówiono o blaskach i cieniach w działalności tego gremium. Jakie Ksiądz Arcybiskup dostrzega cienie?

WS: Zawsze jest tak, że nie zrobi się wszystkiego, co się planuje, a nawet nie dostrzeże się wszystkich problemów. Każdy z przewodniczących inaczej rozkładał akcenty, miał inne priorytety, chociaż zawsze punktem wyjścia jest kontynuacja. Myślę, że mój następca podejmuje to, co aktualnie ważne i konieczne, to czego w przeszłości nie udało dokonać.

Najbardziej boli, że czasem w naszej ojczyźnie nie ma zrozumienia dla sprawy misji, zapomina się, że Kościół jest z natury misyjny i że wszyscy wierni powinni w tym dziele Kościoła uczestniczyć. Czasem niepokoi „prywatyzowanie” misji – w myśleniu i działaniu niektórych, którzy twierdzą, że mamy „własne” misje. Z tej racji nie musimy wspierać aktywności Komisji Misyjnej KEP czy też angażować się Papieskie Dzieła Misyjne.  

A przecież misje to być albo nie być Kościoła i dlatego ta sprawa wymaga naszego zaangażowania, misyjnej współpracy wszystkich.

GP: Czy po zakończeniu kadencji przewodniczącego nadal Ksiądz Arcybiskup ma misje w swojej optyce duszpasterskiej?

WS: Oczywiście. Każdy z duchownych czy świeckich, którzy zgłoszą gotowość do pracy misyjnej i spełniają kryteria, otrzymują szansę wyjazdu – oczywiście po rocznej formacji w CFM.

Podobnie jak w diecezji tarnowskiej, tak i w archidiecezji katowickiej umożliwiam klerykom z zespołu misyjnego podjęcie praktyki misyjnej. Z Tarnowa jechali do Republiki Środkowej Afryki i Konga, a z Katowic – do Zambii, gdzie pracują księża z naszej archidiecezji. Pomagają również duszpastersko w czasie wakacji w Mołdawii.  

GP: Zdarzyło się, że któryś z tych kleryków został później misjonarzem?

WS: Tak. Ważne jest to, że weryfikują oni opinie o Afryce jako kontynencie nieprzyjaznym przybyszom, gdzie ciągle są wojny, panują groźne choroby i czyhają na nich jeszcze inne niebezpieczeństwa. Tymczasem kiedy się tam pojedzie, spotka się ludzi bardzo religijnych, otwartych na ewangelizację, mających szacunek do sacrum.

Ponadto od Kościoła w Afryce, chociaż jest młody, bo stuletni, możemy się wiele uczyć.

GP: Na przykład?

WS: Pięknego przeżywania liturgii. Oni uczestniczą w niej z wielkim zaangażowaniem – śpiewem i tańcem wyrażają swoją wiarę. Przede wszystkim zaś Afrykańczycy Panu Bogu nie żałują czasu, nie patrzą na zegarek.

GP: Odwiedzając ostatnio misjonarzy w Kazachstanie, powiedział Ksiądz Arcybiskup do nich, że są „piękną twarzą Kościoła”. To chyba można odnieść do wszystkich polskich misjonarzy?

WS: Tak. Nie tylko zresztą Kościoła, ale także Polski. Bo misjonarze reprezentują również nasz kraj. To ambasadorowie Kościoła w Polsce i naszego kraju, który godnie reprezentują.

 

Arcybiskup

SylwetkaNauczanieKalendarium
kalendarium

POCZTA ELEKTRONICZNA

Nowa poczta

Historia Archidiecezji

historyczna

Galeria

galeria3

Proces Beatyfikacyjny

machaw08

Kalendarz wydarzeń

Instytucje

Duszpasterstwa

Ruchy i stowarzyszenia

Media