Got 0 bytes response, method=default Response decode error Abp Skworc: Leczyć pacjenta a nie chorobę

katedra

Abp Skworc: Leczyć pacjenta a nie chorobę

Homilia Arcybiskupa Katowickiego;
Pielgrzymka Służby Zdrowia;
Katedra; 18 października 2015

1. Dzisiejsza niedziela, to Światowy Dzień Misyjny. Nasze myśli i modlitwy kierujemy do tych, którzy są na pierwszej linii ewangelizacji i głoszenia Chrystusa, Jedynego Zbawiciela Człowieka. Wśród nich jest znacząca grupa misjonarzy i misjonarek z naszego kraju; także wierni świeccy.
Przed kilkoma laty ukazała się książka pt. „Medycyna i ewangelizacja”, poświęcona lekarce Wandzie Błeńskiej, która przez ponad pól wieku pracowała na misjach, wśród trędowatych w Ugandzie.
Wspomniana Wanda Błeńska w jednym z wywiadów powiedziała: „Dobrego personelu nigdy i nigdzie nie ma w nadmiarze. Tak było kiedyś i tak jest dzisiaj. Dzisiaj dochodzi do tego jeszcze coś innego: zaciera się mocno personalne, bardzo osobiste podejście do człowieka. Dopóki szpital był mały, mieliśmy bardzo osobisty kontakt z chorymi. W tej chwili, gdy szpital rozrósł się, ten osobisty kontakt bardzo zmalał. Nasze dążenie do maksymalnej skuteczności obsłużenia jak największej ilości pacjentów, a czasem nawet zwykłe zbiurokratyzowanie, każe nam odsyłać pacjenta do różnych okienek. Gdzieś po drodze gubi się w ten sposób stosunek do człowieka. Pamiętam, jeszcze z lat studiów, jak napominano nas, by leczyć pacjenta a nie chorobę. Czasem można niszcząc chorobę, zniszczyć chorego”. Bracia i Siostry!
Z doktor Wandą Błeńska łączy was wiele; z tej wielości wydobywam jedno słowo.. Tak jak ona – macie misje do spełnienia; tu i teraz – w dżungli przepisów i procedur; w gąszczu biurokratycznych przepisów; wobec bożka rynku usług i ekonomii, macie misję do spełnienia wobec pacjenta; leczcie go, patrząc na niego integralnie.
Jesteście powołani, aby tu i teraz, nie wyjeżdżając na misje być – misjonarzami, świadkami – apostołami Chrystusa.
Byli nimi Jan i Jakub, apostołowie, nazywani „synami gromu”. Pamiętamy ich impulsywną, gwałtowną reakcję na niegościnnych Samarytan, którzy nie przyjęli Jezusa w drodze do Jerozolimy. Chcieli wówczas zesłać ogień z nieba, aby zniszczyć „bezbożnych”. Jezus jednak ich powstrzymał, ponieważ On króluje przez miłosierdzie, ponieważ przyszedł, aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu.
Prośbę uczniów, jak słyszeliśmy w Ewangelii, by już teraz niejako „załatwić” sobie miejsce w niebie, można uznać za kolejny przejaw tej nieprzemyślanej impulsywności. Wielu z nas chciałoby szybko, bezboleśnie nie tylko przejść przez życie, ale przede wszystkim przejść przez bramę śmierci. Od razu do chwały.
Okazuje się jednak, że najpierw Bóg poda nam kielich zaprawiony goryczą tego życia, jednocześnie jest to kielich chwały i znak zbawienia.
Prorok Izajasz napisał, że „spodobało się Panu zmiażdżyć swego Sługę cierpieniem”. I choć słowa te odnosimy do Mesjasza, to w jakimś sensie odnoszą się do każdego z nas! Wy często jesteście świadkami tego bolesnego procesu miażdzenia człowieka cierpieniem, procesu choroby i odchodzenia. Bracia i Siostry!
Bóg i nam daje pić kielich męki, ale napełnia go również winem łaski, błogosławieństwa, pokoju, szczęścia. Abyśmy nie ustali w drodze do chwały.
Słów, które mogą nas przejmować lękiem, Jezus doświadczył na samym sobie. On pierwszy wypił kielich męki został poddany chrztowi śmierci. Tylko tak mógł wejść do chwały Ojca.
Tym samym otworzył nam drogę, pokazał jak iść – po Jego śladach. Kto nimi się kieruje, ten na pewno trafi do celu.
Autor Listu do Hebrajczyków zachęcał nas dziś, abyśmy z ufnością przybliżali się do tronu łaski i szukali miłosierdzia Pańskiego, które nie zostanie nam odmówione, jeśli będziemy wiernie iść za Jezusem, przebywać w Jego obecności, naśladować Go i kochać jak On.
Chrześcijanin nie musi się martwić o drogę. Ona została mu dana. Chrześcijanin wie, jak i dokąd ma iść. To niezwykle pocieszająca wiedza pośród tylu pseudonauk życiowych, które ostatecznie prowadzą na manowce. A są nimi egoizm, odejście od bycia dla innych, porzucenie służby, rezygnacja z powołania do świętości, z modlitwy, ze świadectwa wiary, z daru chrztu, z porzucenia Kościoła.
Kiedyś poeta śpiewał, że człowiek musi przejść przez wiele dróg, by mógł stać się w pełni sobą. Poniekąd jest to prawda, ale nie do końca. Droga bowiem do pełni człowieczeństwa według Bożego planu jest tylko jedna i ukazał nam ją sam Bóg w Synu Człowieczym.
    Kiedy niedawno, bo 16 października, wspominaliśmy niejako pierwszy dzień papieski, to i słowa Jana Pawła II, że człowieka nie można zrozumieć bez Chrystusa. Wielu rzeczy potrzeba dziś pracownikom Służby Zdrowia, żeby wasza praca była wykonywana na odpowiednim poziomie, aby przynosiła satysfakcjonującą zapłatę oraz skuteczną pomoc chorym.
Świątynia i celebra Eucharystii to jednak nie miejsce i czas na to, aby o tych, skądinąd ważnych, problemach mówić jak na ostatniej konferencji „Dehumanizacja medycyny”, gdzie głośno rozległo się wołanie, by lekarze wrócili do medycznej tożsamości!
Jest to natomiast miejsce i czas, aby jasno powiedzieć i zdać sobie sprawę z tego, że Służbie Zdrowia, wszystkim jej pracownikom, potrzeba dziś, jak zresztą zawsze, modlitwy. Modlitwa bowiem jest dla wiary konieczna jak tlen do życia. Jest też konieczna w konfrontacji z różnymi zewnętrznymi i wewnętrznymi problemami.
    Modlitwa odradza wiarę, gdyż umożliwia nam spotkanie z Chrystusem i Jego słowem. Dzięki temu rodzi także nadzieję. Nadzieja jest bowiem owocem wiary. A my tak bardzo pragniemy nadziei, i to nie tylko tej na poprawę w sektorze służby zdrowia.
Potrzebujemy nadziei, która będzie światłem na przyszłość, poszerzającym horyzont naszego spojrzenia, umożliwiającym ogarnięcie wzrokiem sensu i celu naszego życia.
Potrzebujemy nadziei, która wywodzi się od Boga i do Boga prowadzi.
Potrzebujemy nadziei, która opiera się na wierze, że Bóg nas umiłował i dlatego stał się jednym z nas, abyśmy nie zginęli, lecz mieli życie wieczne.
Dlatego apeluję do was ludzie medycyny! Zwracajcie się w kierunku Chrystusa, który jest obecny w waszych życiowych drogach. Poprzez modlitwę kierujcie ku Niemu swój wzrok, a On w Was i przez Was uczyni wielkie dzieła.
Nie trzeba, wzorem apostołów, udawać się aż na krańce ziemi. Ale trzeba koniecznie przeżyć nawrócenie, albo, lepiej powiedzieć, przeżywać nawrócenia, czyli odrodzenia naszej wiary. Takiego właśnie codziennego odradzania się wiary życzę. Niech dzięki modlitwie – zapatrzeniu się w Jezusa i zasłuchaniu się w Jego słowo – wzrasta Wasza wiara, a wraz z wiarą jej bliźniacza siostra – nadzieja. Niech też Wasza wiara i nadzieja promieniują na tych, którym z oddaniem służycie, na chorych i ich bliskich.
Tak oto Służba Zdrowia niech staje się służbą człowiekowi, bratu i siostrze, jego zdrowiu! Amen.

Arcybiskup

SylwetkaNauczanieKalendarium
kalendarium

POCZTA ELEKTRONICZNA

Nowa poczta

Historia Archidiecezji

historyczna

Galeria

galeria3

Proces Beatyfikacyjny

machaw08

Kalendarz wydarzeń

Instytucje

Duszpasterstwa

Ruchy i stowarzyszenia

Media