Got 0 bytes response, method=default Response decode error Abp Skworc: "Był.. dotykającym tajemnicy..., a jego muzyka niebieską medycyną."

katedra

W niedzielę, w pierwszy dzień tygodnia, gdy Kościół świętuje zmartwychwstanie Chrystusa – odszedł do Domu Ojca – Wojciech Kilar. Zakończył się adwent jego życia – narodzinami do wieczności – w święto św. Rodziny, z którą Zmarły był duchowo związany synowskimi więzami wiary i miłości.
Wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi”- stwierdził św. Paweł w czytaniu mszalnym i wyjaśnił, że otrzymaliśmy ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać Abba – Ojcze! Słowa te odnosimy dziś – w dniu pogrzebu – do śp. Wojciecha. Prowadził go Duch Boży po tej ziemi drogami niełatwymi; i ostatecznie zamknął je cierpieniem jak klamrą. Było ono już obecne u początku jego życia, kiedy – po szczęśliwym i dostatnim dzieciństwie – musiał opuścić lwowską ojcowiznę i znalazł się na Górnym Śląsku, który stał się dla niego oraz wielu mieszkańców utraconych kresów nowym miejscem na ziemi, a z czasem ojczyzną umiłowaną.
Wkomponował” się Wojciech Kilar w Górny Śląsk aż do pełnej identyfikacji z tą ziemią i jej mieszkańcami, gdzie zdobył wykształcenie muzyczne, gdzie znalazł dom i szczęśliwe lata swego małżeństwa z umiłowaną żoną Barbarą… Sam dał o tym czasie takie świadectwo:
Pomyślałem sobie, że to jest także jedna z wielkich rzeczy, którą dał mi Pan Bóg, że wygnany z mojego miasta Lwowa, trafiłem właśnie tutaj. I jestem przekonany, że byłbym innym człowiekiem, który niezbyt by mi się dzisiaj podobał, gdyby nie właśnie Śląsk. I to w wielu aspektach... Ale rzeczywiście nie mogłem lepiej trafić!
A Górny Śląsk był szczodry w okazywaniu wzajemności. Miasto Katowice dało honorowe obywatelstwo, uniwersytet doktorat honoris causa a górnośląski Kościół nagrodę Lux ex Silesia – bo był światłem ze Śląska, zapalającym i inspirującym... I na ziemi naznaczonej pracowitością mieszkańców Wojciech Kilar pracowicie tworzył: „Komponowanie – jak sam mówił – jak każda praca, jak pisanie czy rzeźbienie, jest uciążliwym procesem… Ale mimo, że jest to proces meczący, to jednak fakt, że chodzi o pisanie „Magnificat” czy „Veni Creator” oznacza ogromną radość, szczęście, że możemy być z tymi tekstami świętymi nie tylko w kościele. Nie tylko w modlitwie, ale także w naszej pracy”.
Śp. Wojciech, jak my wszyscy zresztą, żył w czasach estetyki hałasu, która proponuje:
zastąpić Homera trzęsieniem ziemi,
Horacego kamienną lawiną,
wydobyć z trzewi to, co jest w trzewiach
przerażenie i głód.. i jeszcze obnażyć drogi pokarmu,
oddechu, pożądania  (por. Zbigniew Herbert, Pan Cogito a pop)
Mistrz Wojciech, przeciwnie – był głosem dotykającym tajemnicy, a jego muzyka metronomem wszechświata, egzaltacją powietrza i niebieską medycyną (por. Zbigniew Herbert, Pana Cogito przygody z muzyką) Przemawiał do nas owocami swojej twórczości, o której nie tylko żałobne klepsydry piszą w samych superlatywach.
Przemawiał do nas tym, czym samy żył, a co ubierał w alfabet nut. Przemawiał do nas językiem serca, pełnym emocji, uczuć, wątków narodowych i patriotycznych, religijnych i ludowych.
Tworzył nawet muzyczne komentarze do bieżącej sytuacji a dziś już historycznych wydarzeń. Tak właśnie odczytywaliśmy w pamiętnym roku 1981 Exodus, opisujący lud Izraela, który po przejściu przez Morze Czerwone śpiewa na cześć Jahwe pieśń chwały, bo swą potęgę okazał… Punkty styczne z sytuacją Polaków były oczywiste – wtedy w tamtym roku – śpiewaliśmy solidarnie na cześć Pana, bo swa potęgę okazał i odnowił oblicze ziemi, tej ziemi!
Kiedy w 1983 roku zapukaliśmy do drzwi domu pana Wojciecha, aby poprosić o utwór na dzień obecności Jana Pawła II w Katowicach – nie odmówił. A wziąwszy pod uwagę historyczny kontekst, jakim była 300 rocznica wiedeńskiej victorii, ubrał w muzykę słowa króla Jana III Sobieskiego – Venimus, vidimus, Deus vicit…, które wyśpiewane w pamiętnym dniu 20 czerwca 1983, tu w katedralnym kościele, w obecności Ojca Świętego i Kompozytora, były umacniającym przesłaniem, iż w każdej sytuacji ostatecznie Bóg zwycięża...
Jego umiłowanie ojczyzny miało niezwykły punkt ciężkości, a była nim Jasna Góra, gdzie bywał częstym gościem; gdzie nie tylko lokował swoje patriotyczne uczucia i religijne przeżycia. Tam też czerpał siły i nadzieję jako człowiek modlitwy różańcowej i brewiarzowej, jako człowiek autentycznie głębokiej duchowości. To z niej czerpał inspirację dla swej twórczości, która przenosi na wyżyny ducha i przynosi doświadczenie sacrum.


Prev Next »

Arcybiskup

SylwetkaNauczanieKalendarium
kalendarium

POCZTA ELEKTRONICZNA

Nowa poczta

Historia Archidiecezji

historyczna

Galeria

galeria3

Proces Beatyfikacyjny

machaw08

Kalendarz wydarzeń

Instytucje

Duszpasterstwa

Ruchy i stowarzyszenia

Media