Got 0 bytes response, method=default Response decode error Abp. Skworc: Powołany pozostaje na zawsze uczniem, który naśladuje Mistrza

katedra

Drodzy Alumni! Spotykamy się na adoracji Żłóbka, w klimacie świąt Bożego Narodzenia, jednak już w liturgicznym okresie zwykłym. Ten kontekst zachęca nas, abyśmy na tajemnicę Wcielenia spojrzeli przez pryzmat publicznej działalności Jezusa.
Ten, który stał się człowiekiem, przyszedł na świat, aby uleczyć wszelkie choroby i słabości. Kiedy się narodził, przyszli do Niego tylko pasterze i mędrcy. Teraz zaś, gdy stał się mężczyzną, wielkie tłumy gromadzą się, aby Go słuchać i szukać u Niego uzdrowienia.
Kiedy zastanawiamy się nad istotą posługi kapłańskiej, do której zostaliście powołani, posługi spełnianej in persona Christi, mamy świadomość, że jest ona naśladowaniem Mistrza i Nauczyciela.
Kapłan jest powołany, by stać się narzędziem uzdrawiającej mocy Chrystusa: kiedy głosi Ewangelię;
kiedy sprawuje święte sakramenty;
kiedy swoim życiem potwierdza dar powołania i swoją decyzję pójścia za Jezusem.
Mówi się, że chrześcijaństwo jest w głębokim tego słowa znaczeniu religią terapeutyczną… W tej perspektywie kapłan jawi się jako terapeuta, ale wiemy, że nie chodzi tu o bycie lekarzem od chorób i słabości, z którymi walczy medycyna. Istotą jego misji jest prowadzenie ludzi do Boga, który uzdrawia człowieka z choroby ducha, dając mu pełnię życia widzianą w świetle wieczności. Tylko Bóg jest prawdziwym Lekarzem człowieka i całej ludzkości. Kapłan jedynie narzędziem Jego działania i nie może o tym zapomnieć.
Takie realistyczne spojrzenie uczy pokory. To nie my uzdrawiamy, nie my jesteśmy lekarzami, tylko Bóg. Dlatego w drodze do kapłaństwa, a także po święceniach, powołany pozostaje na zawsze uczniem, który naśladuje Mistrza, nie jest ponad Niego, ale stara się być, jak On.
Drodzy Bracia!
Czytając dzisiejszą Ewangelię, dowiedzieliśmy się, iż Jezus kazał swoim uczniom trzymać łódkę w pogotowiu, „ze względu na tłum, aby się na Niego nie tłoczyli”. Ten, który mógł się objawić tłumom jako misterium tremendum i w ten sposób „poradzić” sobie z naporem ludzi, wybiera zwykłą łódkę jako zabezpieczenie. Jezus ukrywa swoje bóstwo, swoją wielkość, zabraniając nawet duchom nieczystym, żeby Go nie ujawniały.
Drodzy Alumni! Powołany, który naśladuje swego Pana, może zyskać wielką popularność wśród ludzi – i zresztą tak się dzieje, o czym przekonują nas historie wielu świętych, do których garnęli się ludzie ze względu na moc i piękno świadectwa wierności Chrystusowi. Choćby patron dnia dzisiejszego ś. Franciszek Salezy.
Z popularnością chodzi jednak w parze pokusa sławy, która chce skłonić do przypisania sobie wszelkich zasług. Są też liczne przykłady duchownych, którzy tej pokusie ulegli. Duchowni - gwiazdy jednego sezonu.
Tymczasem każdy powołany powinien zawsze mieć przygotowaną łódkę, powinien zabezpieczyć się, aby nie zachłysnąć się popularnością. Jest też w tej metaforze „przygotowanej łódki” ukryte wezwanie, by mieć przestrzeń, w której powołany może oddalić się od ludzi, nie opuszczając ich. Wiemy, że Jezus głosił słowo Boże także z łodzi.
Myślę tu jednak o przestrzeni na osobistą modlitwę, o „miejsce na pustyni”, gdzie można się udać na rozmowę z Bogiem, na budowanie i odnawianie więzi z Nim. Bo aktywizmowi kapłańskiemu powinna towarzyszyć postawa kontemplacyjna. Nazywam ją czasem „duszpasterstwem na kolanach”, kiedy jest się i przy Bogu, i przy potrzebującym człowieku, a jednocześnie zabezpieczona jest intymna przestrzeń wytchnienia, nabrania sił, wzmocnienia całego człowieka. Drodzy Alumni!
Jako ludzie młodzi jesteście predestynowani do działania, do akcji; do angażowania się. I za tym tęsknicie. Uczcie się jednak od Jezusa łączyć actio z contemplatio. A wówczas będziecie przez długie lata Jego dobrymi narzędziami, skutecznymi w apostolskiej posłudze uzdrawiania świata.
Mieć „łódkę” w pogotowiu to także metafora udania się w inne miejsca, podróży, wyprawy, misji. Jezus nie zatrzymał się w Kafarnaum, w zielonej, łagodnej Galilei, ale obchodził pustynne wioski i miasta w całym Izraelu. On był prawdziwie homo viator – Człowiekiem w drodze do człowieka, do każdego człowieka. Podobnie i powołany musi być gotowy do drogi, do głoszenia Ewangelii nie tylko w bezpiecznej ojczyźnie dzieciństwa, w kraju matki i ojca, także poza jego granicami.
Mieć „łódkę” w pogotowiu, to wybrać status misjonarza, posłanego, Bożego wędrowca przemierzającego światy w poszukiwaniu zagubionych owiec.
    Drodzy Bracia!
Powołanego, o franciszkańskim duchu, adoracja Żłóbka angażuje nie tylko duszę, ale i ciało. Autor Listu do Hebrajczyków wspomina dziś Mojżesza, który miał zbudować przybytek według wzoru, który został mu ukazany na górze (Hbr 3,5). To, co widział sercem, miał następnie przedstawić w rzeczywistości widzialnej zmysłami w postaci arki przymierza i namiotu spotkania.
Kapłaństwo jest w pewnym sensie taką drogą, którą niewidzialną rzeczywistość powołania ukazuje się innym poprzez swoje życie. Kapłan – wewnętrzny przybytek, mieszkanie Boga, winien stać się niejako arką przymierza i namiotem spotkania. Wzór ukazany w Chrystusie, przyswojony w intymnej współpracy z Jego łaską, ma się obrócić w widzialny kształt słów, czynów, postaw – wiernych i odzwierciedlających.
Ważna w tym jest tak zwana duchowa przezroczystość, kiedy sobą się Boga nie zasłania, ale ukazuje Go innym, do Niego innych prowadzi. Kapłańskiej przezroczystości pomaga cnota pokory, stąd zawsze trzeba się w niej ćwiczyć, poskramiając swoje „ja”, aby nigdy nie przesłoniło „Ja” Chrystusa, który przez kapłana chce działać jako Zbawiciel człowieka.
Powołany uczy się pokory, kiedy z całych sił szuka woli Bożej, poznaje ją i wypełnia. W ten sposób ukrywa siebie, aby objawiać Boga i Jego plan wobec człowieka.
Powołany nie idzie do kapłaństwa ze swoim planem uzdrowienia ludzi. Idzie, aby realizować plan Boga.
Święty Franciszek, wprowadzając w tradycję Kościoła adorację żłóbka, każe nam się wczytywać w ów Boży plan zbawienia człowieka. Stąd adoracja – pełne uwielbienia wpatrywanie się we wzór, który winno się naśladować.
Bóg uniżony jest dla powołanego wezwaniem do osobistego uniżenia siebie, do kenozy, czyli wręcz wyniszczenia wszystkiego, co chce na miejscu Pana postawić siebie. To jest jakby pierwsza lekcja Biedaczyny z Asyżu zakończona niejako przyjęciem stygmatów – znaków męki na wzór Chrystusa, który uniżył się jako dziecko i jako mężczyzna – w Betlejem i na Kalwarii. Przyjął postać sługi, bo przyszedł, aby służyć. W ten sposób stał się zbawieniem dla każdego człowieka. To jest droga dla nas. To jest boski wzór, który winniśmy w sobie odzwierciedlić.
I z takim postanowieniem wstańcie z kolan i idźcie za powołującym was Chrystusem. Naśladujcie Go konsekwentnie.

Powołany pozostaje na zawsze uczniem, który naśladuje Mistrza

Homilia Arcybiskupa Katowickiego; Panewniki, 2013.01.24

 

Drodzy Alumni!

Spotykamy się na adoracji Żłóbka, w klimacie świąt Bożego Narodzenia, jednak już w liturgicznym okresie zwykłym. Ten kontekst zachęca nas, abyśmy na tajemnicę Wcielenia spojrzeli przez pryzmat publicznej działalności Jezusa.

Ten, który stał się człowiekiem, przyszedł na świat, aby uleczyć wszelkie choroby i słabości. Kiedy się narodził, przyszli do Niego tylko pasterze i mędrcy. Teraz zaś, gdy stał się mężczyzną, wielkie tłumy gromadzą się, aby Go słuchać i szukać u Niego uzdrowienia.

Kiedy zastanawiamy się nad istotą posługi kapłańskiej, do której zostaliście powołani, posługi spełnianej in persona Christi, mamy świadomość, że jest ona naśladowaniem Mistrza i Nauczyciela.

Kapłan jest powołany, by stać się narzędziem uzdrawiającej mocy Chrystusa: kiedy głosi Ewangelię;

kiedy sprawuje święte sakramenty;

kiedy swoim życiem potwierdza dar powołania i swoją decyzję pójścia za Jezusem.

Mówi się, że chrześcijaństwo jest w głębokim tego słowa znaczeniu religią terapeutyczną… W tej perspektywie kapłan jawi się jako terapeuta, ale wiemy, że nie chodzi tu o bycie lekarzem od chorób i słabości, z którymi walczy medycyna. Istotą jego misji jest prowadzenie ludzi do Boga, który uzdrawia człowieka z choroby ducha, dając mu pełnię życia widzianą w świetle wieczności. Tylko Bóg jest prawdziwym Lekarzem człowieka i całej ludzkości. Kapłan jedynie narzędziem Jego działania i nie może o tym zapomnieć.

Takie realistyczne spojrzenie uczy pokory. To nie my uzdrawiamy, nie my jesteśmy lekarzami, tylko Bóg. Dlatego w drodze do kapłaństwa, a także po święceniach, powołany pozostaje na zawsze uczniem, który naśladuje Mistrza, nie jest ponad Niego, ale stara się być, jak On.

Drodzy Bracia!

Czytając dzisiejszą Ewangelię, dowiedzieliśmy się, iż Jezus kazał swoim uczniom trzymać łódkę w pogotowiu, „ze względu na tłum, aby się na Niego nie tłoczyli”. Ten, który mógł się objawić tłumom jako misterium tremendum i w ten sposób „poradzić” sobie z naporem ludzi, wybiera zwykłą łódkę jako zabezpieczenie. Jezus ukrywa swoje bóstwo, swoją wielkość, zabraniając nawet duchom nieczystym, żeby Go nie ujawniały.

Drodzy Alumni!

Powołany, który naśladuje swego Pana, może zyskać wielką popularność wśród ludzi – i zresztą tak się dzieje, o czym przekonują nas historie wielu świętych, do których garnęli się ludzie ze względu na moc i piękno świadectwa wierności Chrystusowi. Choćby patron dnia dzisiejszego ś. Franciszek Salezy.

Z popularnością chodzi jednak w parze pokusa sławy, która chce skłonić do przypisania sobie wszelkich zasług. Są też liczne przykłady duchownych, którzy tej pokusie ulegli. Duchowni - gwiazdy jednego sezonu.

Tymczasem każdy powołany powinien zawsze mieć przygotowaną łódkę, powinien zabezpieczyć się, aby nie zachłysnąć się popularnością. Jest też w tej metaforze „przygotowanej łódki” ukryte wezwanie, by mieć przestrzeń, w której powołany może oddalić się od ludzi, nie opuszczając ich. Wiemy, że Jezus głosił słowo Boże także z łodzi.

Myślę tu jednak o przestrzeni na osobistą modlitwę, o „miejsce na pustyni”, gdzie można się udać na rozmowę z Bogiem, na budowanie i odnawianie więzi z Nim. Bo aktywizmowi kapłańskiemu powinna towarzyszyć postawa kontemplacyjna. Nazywam ją czasem „duszpasterstwem na kolanach”, kiedy jest się i przy Bogu, i przy potrzebującym człowieku, a jednocześnie zabezpieczona jest intymna przestrzeń wytchnienia, nabrania sił, wzmocnienia całego człowieka.

Drodzy Alumni!

Jako ludzie młodzi jesteście predestynowani do działania, do akcji; do angażowania się. I za tym tęsknicie. Uczcie się jednak od Jezusa łączyć actio z contemplatio. A wówczas będziecie przez długie lata Jego dobrymi narzędziami, skutecznymi w apostolskiej posłudze uzdrawiania świata.

Mieć „łódkę” w pogotowiu to także metafora udania się w inne miejsca, podróży, wyprawy, misji. Jezus nie zatrzymał się w Kafarnaum, w zielonej, łagodnej Galilei, ale obchodził pustynne wioski i miasta w całym Izraelu. On był prawdziwie homo viator – Człowiekiem w drodze do człowieka, do każdego człowieka. Podobnie i powołany musi być gotowy do drogi, do głoszenia Ewangelii nie tylko w bezpiecznej ojczyźnie dzieciństwa, w kraju matki i ojca, także poza jego granicami.

Mieć „łódkę” w pogotowiu, to wybrać status misjonarza, posłanego, Bożego wędrowca przemierzającego światy w poszukiwaniu zagubionych owiec.

         Drodzy Bracia!

Powołanego, o franciszkańskim duchu, adoracja Żłóbka angażuje nie tylko duszę, ale i ciało. Autor Listu do Hebrajczyków wspomina dziś Mojżesza, który miał zbudować przybytek według wzoru, który został mu ukazany na górze (Hbr 3,5). To, co widział sercem, miał następnie przedstawić w rzeczywistości widzialnej zmysłami w postaci arki przymierza i namiotu spotkania.

Kapłaństwo jest w pewnym sensie taką drogą, którą niewidzialną rzeczywistość powołania ukazuje się innym poprzez swoje życie. Kapłan – wewnętrzny przybytek, mieszkanie Boga, winien stać się niejako arką przymierza i namiotem spotkania. Wzór ukazany w Chrystusie, przyswojony w intymnej współpracy z Jego łaską, ma się obrócić w widzialny kształt słów, czynów, postaw – wiernych i odzwierciedlających.

Ważna w tym jest tak zwana duchowa przezroczystość, kiedy sobą się Boga nie zasłania, ale ukazuje Go innym, do Niego innych prowadzi. Kapłańskiej przezroczystości pomaga cnota pokory, stąd zawsze trzeba się w niej ćwiczyć, poskramiając swoje „ja”, aby nigdy nie przesłoniło „Ja” Chrystusa, który przez kapłana chce działać jako Zbawiciel człowieka.

Powołany uczy się pokory, kiedy z całych sił szuka woli Bożej, poznaje ją i wypełnia. W ten sposób ukrywa siebie, aby objawiać Boga i Jego plan wobec człowieka.

Powołany nie idzie do kapłaństwa ze swoim planem uzdrowienia ludzi. Idzie, aby realizować plan Boga.

Święty Franciszek, wprowadzając w tradycję Kościoła adorację żłóbka, każe nam się wczytywać w ów Boży plan zbawienia człowieka. Stąd adoracja – pełne uwielbienia wpatrywanie się we wzór, który winno się naśladować.

Bóg uniżony jest dla powołanego wezwaniem do osobistego uniżenia siebie, do kenozy, czyli wręcz wyniszczenia wszystkiego, co chce na miejscu Pana postawić siebie. To jest jakby pierwsza lekcja Biedaczyny z Asyżu zakończona niejako przyjęciem stygmatów – znaków męki na wzór Chrystusa, który uniżył się jako dziecko i jako mężczyzna – w Betlejem i na Kalwarii. Przyjął postać sługi, bo przyszedł, aby służyć. W ten sposób stał się zbawieniem dla każdego człowieka. To jest droga dla nas. To jest boski wzór, który winniśmy w sobie odzwierciedlić.

I z takim postanowieniem wstańcie z kolan i idźcie za powołującym was Chrystusem. Naśladujcie Go konsekwentnie.

 

Arcybiskup

SylwetkaNauczanieKalendarium
kalendarium

POCZTA ELEKTRONICZNA

Nowa poczta

Historia Archidiecezji

historyczna

Galeria

galeria3

Proces Beatyfikacyjny

machaw08

Kalendarz wydarzeń

Instytucje

Duszpasterstwa

Ruchy i stowarzyszenia

Media